niedziela, 29 czerwca 2008

:) coś z Ducha


Dzisiaj jakoś tak przypadkiem wpadłem na fragment pewnej książki w internecie. Jest to tylko fragment jednego rozdziału. Ale pewna wypowiedz jednego z głównych bohaterów dobrze i mnie opisuje:) . Jest to szkocki góral, ortodoksyjny katolik, (:))który przybywa do Londynu gdzie wybił szybę za którą był wydrukowany tekst jednego ateisty który obrażał Najświętszą Panienkę. Oto ta wypowiedz, którą wygłosił przed sądem.

-- Chciałem powiedzieć tylko to - rzekł MacIan, wsuwając sakiewkę z powrotem do kieszeni w spodniach - że przyznaję, iż tłuczenie szyb wystawowych jest niecelowe i niewłaściwe. Można jednak usprawiedliwić mój uczynek jako wstęp do dalszych poczynań, jako pewną formę zagajenia. Kiedykolwiek i gdziekolwiek spotkam tego człowieka - tu palcem wskazał na redaktora „Ateisty” - czy stanie się to za dziesięć minut pod drzwiami tej sali, czy też za dwadzieścia lat w jakimś odległym kraju - wszędzie i zawsze, gdzie zetknę się z tym obywatelem, będę się z nim bił. Niech pan sędzia nie obawia się, nie napadnę go jak zbir, ani nie powalę brutalną przemocą. Będę się z nim bił jak dżentelmen. Będę się z nim bił jak bijali się nasi ojcowie. Zostawię mu wybór sposobu walki, na szpady czy na pistolety, konno czy pieszo. Ale jeżeli mi odmówi, ogłoszę jego tchórzostwo na wszystkich murach świata. Gdyby powiedział o mojej matce to, co napisał o Matce Bożej - każdy przyzwoity klub w Europie przyznałby mi prawo do wyzwania tego człowieka. Gdyby powiedział to o mojej żonie - nawet wy, Anglicy, przebaczylibyście mi, jeślibym go zbił jak psa na środku rynku. Panie sędzio, ja nie mam matki ani żony. Mam tylko to, co posiadają biedacy na równi z bogaczami, samotnicy na równi z ludźmi otoczonymi rzeszą przyjaciół. Cały ten dziwaczny świat jest mi swojski, ponieważ w jego sercu mam własny dom; cały ten okrutny świat jest dla mnie miły, bo ponad niebiosami istnieje coś bardziej ludzkiego niż ludzkość. O co, jeśli nie o to, może walczyć mężczyzna? Gotów bym bić się za przyjaciela, ale gdybym go stracił - zostałbym na świecie. Gotów bym bić się za ojczyznę, lecz nawet po stracie ojczyzny istniałbym dalej. Gdyby wszakże urojenia tego człowieka były prawdą, nie mógłbym żyć, rozprysnąłbym się niczym bańka na wodzie i zniknąłbym. Nie mógłbym żyć w idiotycznym wszechświecie. Czyż nie powinienem walczyć o własne istnienie?


;) teraz tylko pozostaje mi poszukać jakieś szyby i jakiegoś bluźniercy.
Tekst specjalnie dla Anki co prosiła o coś duchowego.

cały rozdział tutaj

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

codziennie podejmujemy jakąś walkę....

Bartek i jego gruby rudy kot pisze...

Macie Anka tą ksiązke na stanie w bibliotece?
Jak tak to schował pod ladę ;)dla waszego najforszego czytelnika.
Jak nie to może z tych moich kar które mialem zapłacic kupicie tą jakże katolicka ksiązkę i schowiesz ją dla mnie pod lade ;)
pozdro.