Nic nie pisałem bo niestety pracy co niemiara miałem. Na mecz z Niemcami wybrałem sie wraz z ludzmi z Opla (Stiv i Mario), do takiego dużego namiotu gdzie były telebimy.Nie będę opisywał szczegółów, było fajnie, na hymn Niemiecki wstałem, nie spiewałęm(jak zresztą i niemała liczba zgromadzonych tam Niemców, Stiv mówi że to obciach że ludzie hymnu nie znają, tłumaczy ich to że przed zjednoczeniem Niemiec, wschodnie niemcy miały inny hymn).
Mój kolega Pawlik, robił kiedys takie badanie i pytał się swoich znajomych ile zwrotek hymnu znają. Mówił że bardzo mało zna więcej niż jedną.[A wy ile znacie zwrotek? - pyta Rudy Kot] Ja powiem szczerze nauczyłem się patriotyzmu na meczu. Było to na Stadionie Śląskim, na meczu Polska Węgry, pierwszy mecz reprezentacji który obejrzałem na żywo (remis 1:1). Nauczyłem sie go gdy wszscy razem jakies 40 tyś gardeł zaśpiewaliśmy hymn państwowy. Czuło sie jedność to my Polacy, to nas łączy, mamy tą pieśni i swoje barwy i swoją historię. Może liepszym słowem jest to że tam właśnie doświadczyłem pariotyzmu Ucze się też tego go tutaj teraz w Niemczech bo tutaj widzę, że tylko w Polsce mogą być sobą czyli Polakiem, tutaj zdradza mnie prawie wszystko język, zachownie. U siebie jestem u siebie, nigdy nie będe Niemcem choćbym sie idealnie nauczył języka, to jednak nie tutaj sie wychowałem. Nie chodzi o to że bycie Niemcem jest gorsze, pisze o sobie. Pewnie to samo mógłby napisac jakiś Niemiec o Polsce i miałby rację.
No ale wróćmy do tematu. Wiec hymnu nie spiewałem lecz stałem jak wymaga kultura.Na bramkach sie cieszyłem choc trochę robiłem to dla ludzi z którymi byłem, nie z jakieś szczególnej radości, choć mecz mi sie podobał i cieszył. Atmosfera w tym miejscu była świetna.Po meczu wracaliśmy do samochodu. A na ulicy wszyscy ludzie w samochodach z flagami i trąbili. Filmik na górze możecie obejrzeć, jakość niestety taka na jaką moja komórka pozwalała. Na rynku zebrała spora grupa ludzi z flagami i spiewali jakieś piosenki kibicowskie. Ogólnie Eisenach nie ma jakiegoś wielkiego klubu piłkarskiego i też widać była lekki brak kultury kibicowskiej. Główną atrakcją na rynku był autobus który utknął w korku i ludzie zaczeli nim kołysać na boki. (szczerze powiem nie spodziewałem sie tego po Niemcach). Policji nigdzie nie było, jeden radiowóz przyjechał ale zaraz odejchał (wyglądało to jakby uciekł ;)).
Około północy dotarłem do Hotelu. Ach żałowałem że to nie moja reprezentacji. Choć wierze w to że kiedyś i w Polsce dożyjemy i takich chwil.Co do drugiego półfinału też piękny. Brawo Hiszpania. Nasze narzekania dały chyba dobry efekt i mamy typowo europejski finał.
To tyle na razie.
P.S. na moj hotel zrobili najazd Japończycy albo Chińczycy, kurcze i ciągle spiewają, na tarasie jakaś grupa z gitarą i jakiś gościu coś recytuje, a ja za ściąną mam chyba jaką spiewaczke operową, którą jakieś arie ćwiczy(sie nie znam ale nawet nie fałszuje) , co za naród... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz